Chociaż z każdym dniem medycyna idzie do przodu, pojawiają się nowe obiecujące terapie, badania naukowe dotyczące leczenia nowotworów pozwalają na udoskonalanie obecnych i znajdowanie nowych metod leczenia, to równocześnie z każdym dniem wzrasta ryzyko, że Ty lub ktoś z Twoich znajomych usłyszy diagnozę: nowotwór złośliwy.

Zacznijmy od doprecyzowania – czym jest rak, a czym nowotwór złośliwy.

Rak to jeden z nowotworów złośliwych. Rak to nowotwór złośliwy, który wywodzi się z tkanki nabłonkowej. Jednak nie każdy nowotwór złośliwy jest rakiem, Są jeszcze mięsaki (nowotwory złośliwe z tkanki mezenchymalnej – na przykład kostnej, mięśniowej, chrzęstnej, fibroblastycznej, tłuszczowej, naczyń krwionośnych) oraz białaczki i chłoniaki (nowotwory złośliwe układu krwiotwórczego), a także glejaki (nowotwory złośliwe mózgu). Każdy z tych nowotworów ma nieco inną biologię i przebieg, dlatego niestety nie można wrzucać ich do jednego worka i traktować po prostu jako „raka”. Nawet wśród raków wyróżniamy nowotwory, które dzielą się (czyli rosną) bardzo szybko, dając przerzuty w ciągu kilku miesięcy, oraz takie, które w zasadzie nie muszą nawet być leczone, bo rosną bardzo wolno i prawdopodobnie nie zaszkodzą pacjentowi, jeśli ich nie wytniemy (rak podstawnokomórkowy skóry i rak brodawkowaty tarczycy w niektórych przypadkach właśnie tak się zachowują). Dlatego, jeśli słyszysz historię, że ktoś miał raka i wyleczył się jakąś metodą, wcale nie znaczy to, że w Twoim przypadku zadziała to samo. Jeśli mówimy o raku piersi, światowa organizacja zdrowia wyróżnia obecnie kilkanaście typów raka, a każdy z nich ma jeszcze różne warianty morfologiczne, które różnią się od siebie biologią i przebiegiem. Tak naprawdę każdy rak, podobnie jak każdy człowiek jest inny, nie da się więc powiedzieć, że jeśli coś pomogło sąsiadce, pomoże także mnie.

A wracając do głodówki w leczeniu raka…

Jeśli już mamy świadomość, że nie dla każdego to samo leczenie będzie OK, możemy teraz pokusić się o odrobinę uogólnień. W przypadku głodówki większość nowotworów powinna zareagować podobnie, ponieważ większość nowotworów potrzebuje cukru, żeby żyć. Nie tylko tego białego kuchennego cukru. Wystarczy kasza gryczana, owoc, czy zdrowa owsianka. Po ich zjedzeniu w naszym krwioobiegu krąży wystarczająco dużo cukru, żeby nakarmić wszystkie komórki, które się w naszym ciele znajdują. Komórki raka oczywiście wezmą tego cukru tyle, ile im trzeba, żeby zdrowo rosły. Wezmą go znacznie więcej, niż zdrowe komórki Twojego ciała. Wykorzystujemy tę wiedzę do diagnozowania przerzutów – badanie PET opiera się właśnie na tym, że komórki nowotworowe pochłaniają znacznie więcej glukozy (znakowanej wcześniej różnymi izotopami), niż komórki zdrowe. Wiem, nie po to jesz owsiankę, żeby karmić raka, ale jeśli już go hodujesz, to właśnie na to idą Twoje wysiłki kulinarne.

W tym momencie pojawia się myśl – „a może by tak zagłodzić raka”? I jednocześnie obawa, kto umrze pierwszy – pacjent, czy nowotwór.

W historii mamy już sporo przykładów (w tym badań naukowych) na to, jak zachowuje się nowotwór, kiedy pościmy. Wiemy już, co się dzieje w naszym ciele, jakie mechanizmy komórkowe i geny się aktywują. Czas najwyższy zacząć tej wiedzy używać.

Zanim jednak przejdziemy do postu, przyjrzyjmy się, jak w prosty sposób możemy poprawić wyniki leczenia nowotworów, Zmieniając bardzo niewiele w naszej diecie, ograniczając „troszeczkę” komórkom raka dostęp do cukru.

Badanie przeprowadzone w 2014 roku pokazało, że jeśli zmniejszyć spożycie węglowodanów o 27g u pacjentek po menopauzie z rakiem piersi ER-dodatnim z ekspresją receptora IGF1, ryzyko wznowy raka spadało o 80%. Ten efekt występował tylko, jeśli rak wykazywał ekspresję IGF1 (40% pacjentek rasy kaukaskiej, 80% hiszpanek i 90 afroamerykanek wykazuje ekspresję IGF1). Oczywiście te pacjentki były równocześnie poddane standardowej terapii, Jednak w onkologii, kiedy mamy do czynienia z wynikami na poziomie 3-5% zmniejszenia ryzyka wznowy raka, to już uważamy takie wyniki za bardzo dobre. Oczywiście, jeśli chodzi o leki. A samo tylko zrezygnowanie z jednego banana dziennie (27g węglowodanów) poprawia wyniki leczenia nie o 5, a o prawie 50%!

Badanie przeprowadzone było na pacjentkach po menopauzie, korzystne efekty wystąpiły jedynie u tych, które mają dodatnie receptory estrogenowe (ER) i IGF1 (insulinopodobny czynnik wzrostu, którego nie oznacza się w rutynowym badaniu raka piersi, prawdopodobnie więc – jeśli masz raka piersi nie wiesz, czy jest on IGF1(+), czy IGF1(-). Ale czy musisz wiedzieć? Jeśli zrezygnowanie z 27g cukru dziennie może potencjalnie zwiększyć Twoje szanse na przeżycie bez wznowy o połowę, chyba warto zaryzykować? Tym bardziej, że w kolejnych badaniach może się okazać, że inne nowotwory również reagują podobnie.

Kolejne badanie, dotyczące węglowodanów w diecie u pacjentów z rakiem jelita grubego także dało ciekawe rezultaty. Tym razem pod lupę wzięto pacjentów w 3 stadium choroby z BMI powyżej 25. Okazało się, że im większa zawartość węglowodanów w ich diecie, tym większa umieralność.

A jak wyglądają badania dotyczące postu w leczeniu nowotworów?

Na początek badanie na myszach, którym wstrzykiwano komórki czerniaka (to nie rak, to złośliwy nowotwór skóry wywodzący się z komórek barwnikowych). Myszy podzielono na 4 grupy. Pierwsza z nich nie otrzymywała żadnego leczenia, Druga grupa podobnie, ale poddawana była 48-godzinnemu głodzeniu. Trzecia grupa otrzymywała adriamycynę (lek, który stosuje się w chemioterapii czerniaka), a czwarta równocześnie adriamycynę oraz post.

Kiedy naukowcy zmierzyli ilość przerzutów czerniaka u badanych myszy, okazało się, że najwięcej przerzutów miały myszy z grupy pierwszej, druga pod względem ilości przerzutów była grupa, która otrzymała wyłącznie adriamycynę, trzecia grupa wyłącznie poszcząca, a najmniej przerzutów pojawiło się u myszy, u których zastosowano adriamycynę oraz post.

Jeśli chodzi o umieralność, myszy z pierwszych 3 grup umierały w ciągu 35 dni. Jednak myszy z grupy 4 żyły aż 11 dni dłużej.

Oto jedna z teorii, która próbuje wyjaśnić, w jaki sposób funkcjonuje ten mechanizm.

Komórki zdrowe, które poddane zostają głodówce zatrzymują swój wzrost. To zupełnie naturalny proces – nie ma jedzenia, to nie ma z czego „budować”.

Komórki raka nie mogą zatrzymać wzrostu (charakterystyczną cechą komórki raka jest to, że dzieli się ona nieprzerwanie, nie ma bowiem sprawnie działających mechanizmów, które mogą ten wzrost zatrzymać). Jednak wzrost w sytuacji, w której jesteśmy zatruwani toksycznymi substancjami (zamiast jedzenia, bo przecież post to wstrzymanie się od dostarczania pokarmów) prowadzi do jeszcze szybszego obumierania komórek raka. A komórki zdrowe są niejako chronione przed toksycznym wpływem chemioterapii (poszczą, więc nie rosną, nie absorbują tyle toksycznych substancji, ile otrzymałyby w warunkach normalnego odżywiania).

To zapewne tylko jeden z niewielu czynników, które odpowiadają za poprawę wyników leczenia nowotworów dzięki zastosowaniu postów. Autofagia, regeneracja układu odpornościowego i zapewne także ketoza, która pojawia się podczas postu to kolejne czynniki, dzięki którym nasz organizm ma większe szanse na wygraną z nowotworem.

Jednak …

Czy sama głodówka wystarczy, żeby wyleczyć raka?

Gdybym była na bezludnej wyspie, bez dostępu do jakichkolwiek leków, z pewnością jedyną metodą, na którą zdecydowałabym się, gdybym zachorowała na raka, byłaby właśnie głodówka. Jak jednak wyraźnie wynikało z badania na myszach, sam post w leczeniu nowotworu okazał się znacznie mniej skuteczny, niż post połączony z chemioterapią.

Niestety wielu pseudoekspertów straszy chorych na nowotwory chemioterapią, każe zrezygnować z leczenia konwencjonalnego i zamiast tego stosować… (tu można wstawić dowolną metodę, od czarów, po suplemetację)….

Drogi czytelniku nigdy przenigdy tego nie rób i proszę nie doradzaj innym. Po pierwsze dlatego, że każdy nowotwór, jak wyżej napisałam jest inny. Po drugie dlatego, że leczenie nowotworów obecnie jest na naprawdę wysokim poziomie. Po trzecie dlatego, że znacznie lepsze efekty osiągniesz wspomagając standardową terapię w mądry sposób odpowiednią dietą, suplementacją, czy postem, a także zadbaniem o swoje emocje (tak, emocje mają znaczenie w powstawaniu chorób i ich leczeniu). To będę zalecać na tym blogu, ponieważ uważam, że wyłącznie jedna metoda leczenia to czasem za mało, że w leczeniu wszystkich chorób należy postawić nie tylko na wsparcie z zewnątrz, ale także na wspaniałe możliwości naszego własnego organizmu, wzmocnienie układu odpornościowego i usprawnienie jego pracy w walce z chorobą, a także odpowiednią regenerację własnych tkanek. To procesy bardzo złożone, nie ma tu czarno- białych rozwiązań.

Jak pościć, kiedy chorujemy na raka?

Jak już wcześniej pisałam, nie ma jednego uniwersalnego przepisu dla każdego. Wiemy, że post wspomaga leczenie nowotworów. Musimy jednak pamiętać, że nie każdy chory z nowotworem zareaguje pozytywnie na głodówkę, zwłaszcza, jeśli zacznie ją bez odpowiedniego przygotowania. Na pewno w zaawansowanych stadiach raka głodówka może zaszkodzić – kiedy pacjenta dopada już wyniszczenie nowotworowe, dodatkowe osłabienie organizmu spowodowane postem może nie być najlepszym pomysłem. Choć z drugiej strony, jeśli rokowania są bardzo złe, a pacjent nie chce poddać się bez walki, post może okazać się ostatnią deską ratunku.

Zakładając jednak, że dopiero usłyszałaś o nowotworze, nie ma jeszcze wyniszczenia, czujesz się fizycznie całkiem nieźle, jaką formę postu wybrać?

Na początek sugerowałabym zacząć od IF, czyli postu przerywanego. Bo prawdopodobnie chcesz zacząć od zaraz. O tym, czym jest i jak działa IF przeczytasz tutaj.

W przypadku nowotworów warto jednak pomyśleć o dłuższych postach, jeśli stan ogólny pacjenta na to pozwala (brak wyniszczenia).

W przypadku chemioterapii warto pościć zarówno przed, w trakcie, jak i po jej zakończeniu.

Pacjenci poddani chemioterapii, którzy byli obserwowani podczas postu (ze względów etycznych nie można zmuszać chorych do głodowania, ale była to grupa, która powiedziała „i tak będziemy pościć na własną rękę, a Wy możecie robić notatki”) pościli od 48 do 140 godzin przed cyklem chemii i do 56 godzin po jego zakończeniu. Zaobserwowano zmniejszenie efektów ubocznych chemioterapii, takich jak osłabienie, nudności, czy ból głowy. W innym badaniu u chorych na nowotwory piersi i jajników pacjentki pościły 60 godzin, zaczynając 36 godzin przed zastosowaniem chemioterapii i kontynując post jeszcze 24 godziny po zakończeniu wlewu. Tutaj również odnotowano istotne zmniejszenie efektów ubocznych leczenia wśród pacjentek poszczących.

Jednak jak dotąd nie powstał żaden protokół, który mówiłby jak długo należy pościć, żeby wspomóc leczenie raka, czy poprawić tolerancję tego leczenia.

Spotkałam się z zaleceniami jednej z lekarek, która swoim pacjentom zaleca pościć na wodzie:

  • w wersji najtrudniejszej 24 godziny przed i 24 godziny po wlewie chemioterapii,
  • w wersji nieco łatwiejszej 16 godzin przed i 8 godzin po wlewie chemioterapii
  • w wersji najłatwiejszej 12 godzin przed i 4 godziny po wlewie chemioterapii.

Wszystko zależy od tego, jak się czujesz, na ile oceniasz swoje możliwości. Ja po roku regularnego poszczenia nie mam problemu z tym, żeby pościć 72 godziny, ale znam osoby, które czują się słabo po 16 godzinach bez jedzenia.

Myślę, że najrozsądniej jest zacząć od takich postów, które są dobrze tolerowane. Jeśli post jest trudny do wytrzymania, a celujemy na przykład w 5- czy 7-dniowy post przed rozpoczęciem leczenia, można wspomagać się wywarem z kości (czy rosołem) – oczywiście bez stałych dodatków. Nie spowoduje on wyjścia z ketozy, a stłumi głód i zapewni odpowiedni poziom elektrolitów.

Tak jak pisałam w artykule „Jak zacząć pościć – przewodnik krok po kroku„, post to umiejętność, którą należy trenować. Dlatego należy zaczynać powoli, chociaż w przypadku nowotworów osobiście celowałabym raczej w dłuższe posty- na przykład 72 godziny do 7 dni. Oczywiście nie od razu, ale po pewnym okresie, kiedy już nauczymy się, jak przeprowadzać post dobrze.

I na koniec – obserwuj swoje ciało i zachowaj zdrowy rozsądek. Zdobywaj wiedzę, ale nie przerywaj leczenia zaleconego przez lekarza (przykład myszy z czerniakiem pokazuje, że nie warto).

DISCLAIMER:

Wszystkie informacje zawarte na blogu zdrowiejlepiej.pl służą wyłącznie do celów edukacyjnych i stanowią jedynie opinię autora bloga. Nie stanowią konsultacji ani porady lekarskiej i na ich podstawie nie mogą być podejmowane żadne decyzje terapeutyczne. Przed wdrożeniem w życie jakiejkolwiek z informacji tu zawartych należy skonsultować się z lekarzem rodzinnym lub innym specjalistą.

View all posts

glodowka krok po kroku jason fung

cukrzyce mozna wyleczyc dr fung

kod otylosci dr fung