Czy dziś warto stosować wiedzę sprzed 5000 lat?

Ajurweda wywodzi się z Indii. Narodziła się podobno jakieś 5000 lat temu w rejonie Kerala, a dziś, zamiast ulec przeterminowaniu i zapomnieniu… zyskuje coraz większe zainteresowanie zachodniego świata.

Ja z Ajurwedą zetknęłam się stosunkowo niedawno, zupełnie wbrew własnej woli (zgodziłam się na udział w warsztatach, żeby nie słuchać narzekania ciotki) i … przepadłam.

Kiedyś byłam przekonana, że Ajurweda to coś z pogranicza legend, baśni i science fiction. Dlatego jakoś nieszczególnie interesowałam się tym tematem. Kojarzyłam ją z kuchnią, w której wszystko przyprawia się zanadto, a ja nie stosowałam przypraw WCALE. Poza tym ta dziwna dieta wydawała mi się strasznie skomplikowana, czasochłonna i niemożliwa do zastosowania w prawdziwym życiu. Wszystko zmieniło się, kiedy na własne oczy zobaczyłam czym na prawdę jest ajurweda. Potem zaczęłam czytać, słuchać, zagłębiać się bardziej…

Okazało się, że ajurweda to nie tylko dieta.

Ajurweda to medycyna, tylko taka trochę inna. Przepraszam za uproszczenie, ale dla mnie to najlepsze określenie, które przychodzi mi na myśl.

Okazuje się bowiem, że oprócz diety, która (uwaga) jest naprawdę indywidualnie dobierana ( nie kserowana i rozdawana wszystkim pacjentom jako jedyna słuszna, jak to bywa z dietą 1000 kcal w wielu placówkach ochrony zdrowia) ajurweda obejmuje też pozostałe aspekty życia człowieka. Tu mam na myśli aspekty duchowe (kompletnie odrzucone przez medycynę akademicką, no bo jak to badać i jak leczyć duchowość pigułką?), jak i higienę (tak, dopiero odkąd odkryłam ajurwedę zrozumiałam, jak bardzo „niehigieniczni” jesteśmy, mimo sterylnych domów i pachnących różami ubrań), ćwiczenia fizyczne (joga to chyba najbardziej rozpowszechniona cząstka ajurwedy), aż po zaawansowane leczenie szpitalne (tak, w Indiach są szpitale, które leczą przy pomocy ajurwedy – to było dla mnie najbardziej zaskakujące).

Kolejnym zaskoczeniem okazał się fakt, że cały ten system nie jest oparty na czarach i magii, zioła stosowane w terapiach ajurwedyjskich są tematem wielu opracowań naukowych, a coraz więcej badań naukowych potwierdza działanie takich praktyk jak medytacja (która jest częścią holistyczne patrzącej na życie ajurwedy). Ajurweda ponadto stosuje leczenie chirurgiczne, zupełnie jak medycyna zachodu.

Tak więc, mimo początkowego sceptycyzmu odważyłam się spróbować.

Zaczęłam oczywiście od zdobywania wiedzy, ale także od wprowadzania jej w życie krok po kroku, kawałek po kawałku.

Początkowo miałam pewne wątpliwości, ponieważ usłyszałam od jednej z osób, które zajmują się ajurwedą od dawna (lekarza medycyny akademickiej, który studiował ajurwedę w Indiach po wielu latach pracy w szpitalu w Niemczech), że mam przestać pościć. To na jakiś czas zniechęciło mnie do ajurwedy, ponieważ wiedziałam już wtedy, że post jest niezwykle cennym narzędziem w drodze do zdrowia, nie zamierzałam rezygnować z niego dla jakichś „ziołowych czary-mary” (tak ajurwedę postrzegałam całe lata).

Potem jednak pomyślałam „niemożliwe – każda kultura (z wyjątkiem naszej współczesnej) uznawała post jako metodę leczenia, ale też metodę zachowania zdrowia – dlaczego niby ajurweda miałaby post negować?”. Kiedy weszłam w temat nieco głębiej, okazało się, że miałam rację.

Ajurweda nie tylko pozwala pościć, ale także traktuje post jako ważną część wielu terapii.

Od innych systemów leczniczych różni się tylko tym, że każdego traktuje indywidualnie.

I moim zdaniem ma to sens.

Medycyna akademicka jakimś cudem pomija fakt, że jedna osoba różni się od drugiej reakcją na leki, pożywienie, dawkę ruchu, czy nawet stres. Pomija też fakt, że rano ten sam lek zadziała na nas inaczej niż wieczorem, jesienią inaczej niż zimą, kiedy mamy 19 lat inaczej, niż kiedy mamy 85.

No, może trochę przesadziłam, nie do końca pomija, ale nie do końca też potrafi sobie z tymi zmiennościami poradzić. Bo z jednej strony wiemy, że pewne leki stosujemy rano, a inne wieczorem, ale już kompletnie nie mamy wskazówek (ja przynajmniej nie spotkałam się z takimi podczas studiów medycznych) jak przewidzieć, kto, jak i kiedy zareaguje na co.

A ajurweda ma. Ajurweda pięknie porządkuje ludzi i dolegliwości według dosz, czyli typów konstytucyjnych. W ajurwedzie wyróżniamy trzy typy konstytucyjne ciała, oparte na trzech doszach. Te dosze to vata, pitta i kapha. Każda z nich charakteryzuje się nieco inną budową ciała, nieco innym metabolizmem, a także zupełnie inną skłonnością do chorób. Możemy rozpoznać te dosze po pewnych cechach ccharakterystycznych. Dzięki temu wiemy, co danej osobie (doszy) służy, a co niekoniecznie. Możemy więcej przewidzieć. Nie stosujemy tych samych zaleceń dla każdego.

Dlatego ajurweda nie jest prosta.

Ponadto ajurweda wymaga od pacjenta zasad higieny, dbania o własne zdrowie, odpowiedniej rutyny i dyscypliny. Niestety, w medycynie zachodu te elementy zostały niejako zrzucone na lekarza. Pacjent przychodzi i żąda tabletki. Kiedy lekarz mówi o zdrowym trybie życia, o dbaniu o dietę i innych tego typu „dyrdymałach”, zwykle niewiele to daje. Pacjenci oddają swoje zdrowie w ręce lekarza (ma wyleczyć), jednocześnie lekceważąc zalecenia dotyczące trybu życia. Ajurweda oddaje zdrowie w ręce pacjenta – odpowiedzialność za własne zdrowie. I to chyba sprawia, że czując się bardziej za siebie odpowiedzialni zachowujemy się… bardziej rozsądnie.

Dlatego moim zdaniem warto dziś zagłębić się nieco w tajniki ajurwedy i czerpać z niej tyle, ile się da. W kolejnych wpisach zanurkujemy w nią wspólnie….

DISCLAIMER:

Wszystkie informacje zawarte na blogu zdrowiejlepiej.pl służą wyłącznie do celów edukacyjnych i stanowią jedynie opinię autora bloga. Nie stanowią konsultacji ani porady lekarskiej i na ich podstawie nie mogą być podejmowane żadne decyzje terapeutyczne. Przed wdrożeniem w życie jakiejkolwiek z informacji tu zawartych należy skonsultować się z lekarzem rodzinnym lub innym specjalistą.

View all posts

glodowka krok po kroku jason fung

cukrzyce mozna wyleczyc dr fung

kod otylosci dr fung